Żyjemy w państwie polskim. Co jakiś czas słychać hasła liberalnych, aby wprowadzić legalizację broni. Wszystko fajnie, ale żyjemy w społeczeństwie głupim, i to głupim po stokroć. Daj przeciętnemu człowiekowi do ręki broń, to najpierw zastrzeli ciebie, potem wszystkich dookoła a na końcu siebie.
Got the point? No?
Wpływ amerykańskich filmów sprawia, że ludzie sądzą, że zabicie innego człowieka jest takie strasznie łatwe. Gówno prawda, za przeproszeniem. Czytało się "Makbeta"? Oglądało chociażby "Kiler-ów 2-óch"? Syndrom Banka coś przywodzi na myśl? Mniejsza...
Każdy, kto kiedykolwiek był zaczepiony na ulicy pod hasłem "dawaj kasę i komórkę" potrafi sobie chyba wyobrazić co by się stało, gdyby napastnik/napastnicy miał/mieli broń.
Okey, ale można powiedzieć, że przecież ludziom agresywnym, niepewnych pod kątem społecznym można nie dawać broni. Dobra, pytanie jak długo. Testy psychologiczne można oszukać, poza tym zawsze znajdzie się jakiś idiota, który weźmie łapówkę w zamian za pozytywne rozpatrzenie wniosku o wydanie pozwolenia na broń.
Kolejny argument za? "Tylko w samoobronie lub w obronie kogoś bliskiego". Pardon, ale granica między obroną a atakiem jest naprawdę bardzo cienka. Poza tym nigdy nie wiadomo, czy dany moment jest już 'obroną ostateczną i konieczną' czy w zasadzie zostanie to potraktowane jako atak. Broń broni nierówna.
Poza tym, człowiek w afekcie jest nieprzewidywalny. Nigdy nie wiadomo, czy komuś nie odbije. A jednak zawsze jest ryzyko, że kogoś poniesie, a potem będzie jak w "Chicago" - So I took the shotgun off the wall and fire two warning shots... into his head...
Argumentacja jest również taka, że skoro Amerykanie mają legalizację broni, to czemu my nie możemy? Już mówię. Amerykanie mają broń wpisaną w tradycję. Zostało im z czasów kolonizacji - w ramach faktycznej obrony przed Indianami i sobą nawzajem. Każdy miał broń, umiał z niej korzystać i mało kto myślał o zabijaniu innych dla rozrywki. I tak im już się przyjęło. Statystycznie, naprawdę mało rdzennych Amerykanów ot tak sobie łazi po ulicach i strzela. A nawet jeśli, to jest Ameryka. Dzika, brutalna Ameryka, a jednak najlepiej prosperujący kraj na świecie, mimo wszystko. Do broni są przyzwyczajeni. Amen.
Jestem mocno przeciwna legalizacji broni. Nieważne, że sama też bym chciała posiadać. Bałabym się samej siebie. O moich najbliższych, zarówno ze swojej strony jak i innych ewentualnych posiadaczy broni.
* * *
___________________________________________________________
Nie znoszę dzieci. Zwłaszcza tych, które o 7:30 rano zaczynają wrzeszczeć pod moim oknem. Nieważne, że jest zamknięte, i tak je słychać. (Bogowie, jak można dziecko nazwać Nikola?! Kojarzy mi się z 'blogaskami' albo z bzdurnym brazylijskim serialem...) Podkreślam: zaczynają. Bo wrzaski trwają średnio do 20. Chce się ktoś zamienić na mieszkanie?
Nie znoszę mody na szczury. Znaczy na wyroby psopodobne marki york. A spróbuj takiego nadepnąć, bo nie zauważysz. Wrzask na cały wszechświat i okolice. Jak zobaczę raz na tydzień normalnego psa, jest dobrze. Czy tylko w centralnej Polsce tak jest?
Pogoda... Heh... ładną mamy zimę tej wiosny...
* * *
___________________________________________________________
Ja i matura wykańczamy się nawzajem.
Przeżyłam historię, mówiłam, że będzie gówno gospodarcze. Może będzie z tego 30%...
Przeżyłam ustny polski - 100%, Ruda, jesteś genialna ^^ Ten tydzień niesie ze sobą mnóstwo optymizmu.
Ale cygar więcej w tym miesiącu niet.
Optymizm nr.1
80% matury za mną. Jeszcze tylko angielski ustny
Optymizm nr.2
Wygrana walka na miecze z facetem. Wreszcie, psiamać! Co z tego że koleś był nowy i nic nie widział spod czapy? ^^' Spiekłam się podczas treningu i już czuję zakwasy. Ale i tak jest zarąbiście ^^
PS: Jeśli jesteś fanem Mistrza Szekspira, zaklinam, nie kupuj trylogii dwunastu dramatów. Tłumaczenie gorsze niż do D.
* * *
___________________________________________________________
Chaos spowodowany maturą... Jak to wygląda w przybliżeniu?
Światło. Nie muszę patrzeć na zegarek, żeby wiedzieć, że jest punkt ósma. Nie ustawiałam komórki. Nie ma mowy, nie wstaję.
Kolejna walka lenistwa, bezradności i PMS ze strachem przed maturą i obowiązkiem. Pora wstać.
Patrzę na zeszyty, one patrzą na mnie. Przegrały, idę zrobić sobie herbatę. Do wah diddy diddy dum diddy do...
Powrót do biurka, kolejne starcie, kolejna wygrana. Nie... trzeba zawiesić konto na BloodWars, przynajmniej do wtorku. A najlepiej do czwartku. Niech mnie ktoś przytuli.
Wystarczy tego grania w "Zeus i Posejdon". Troja zdobyta, Mykeny nie chcą handlować, atakują mnie wszyscy bogowie naraz. Walcie się. Czemu ta herbata już się skończyła? Masaż... mrr... to jest to na co aktualnie mam ochotę. Pojedynek tym razem wygrał zeszyt. Ruda, wyłącz tego Garfielda.
Wojny polsko-szwedzkie. Herbata. Wycieczka do lodówki po energetyki. Kirholm, niech żyje Chodkiewicz i jego husaria. Marnotrawstwo koni.
Zajęcie Moskwy. Do boju Pooolskooo! Tego nawet Napoleon nie dał rady zrobić.
Gustaw Adolf Hitler... nie, Hitler będzie później, ten się Waza nazywał.
Zdrada w Kiejdanach i Ujściu. Pieprzeni Radziwiłłowie.
Obrona Jasnej Góry. Polak potrafi, psia jego mać. Znowu herbata się skończyła.
"Otwórz okno, bo zaraz będziesz chciała spać." Za późno. Godzina w stanie półsnu. Plakat, książki, historia. Zapach. Morze. Psiakrew, czy morze to aby na pewno dobry pomysł? Zapach. Nie, nie bzu i agrestu. Cichy szept, prosto w ucho. Groźba i obietnica. "Ruda, Ruda, Ruda...". Niech już będzie po maturze.
Zamknij się, głupia komórko, już wstaję.
SKOŃCZĘ dzisiaj ten XVII wiek choćby nie wiem co! Nie, chrzanię to, nie skończę. Ratowałam świat. Weź się w garść, Ruda. Traktaty welawsko-bydgoskie, Oliwa.
Konflikty z Turcją. Jestem pewna, że to będzie na maturze. Otworzę to dziadostwo i będzie "Scharakteryzuj relacje polsko tureckie XV-XVII wiek". A jak nie, to relacje Polski z Ukrainą. Albo jakieś inne gówno ekonomiczno-społeczno-gospodarcze.
Wycieczka po energetyki do Żabki. Krzywe spojrzenie lustra na coś co się nie rusza z domu od tygodnia.
Chmielnicki, psia jego mać. Albo nie, nie jego. Szlachty polskiej. Ich to trzeba było za pyski wziąć, trzymać i nie puszczać. I raz do roku jednego legalnie zastrzelić. Jak prawników dzisiaj.
Niech już będzie sobota. Przerwa, pretekst. Miód pitny. A najlepiej wakacje.
Wojna trzydziestoletnia, o, bogowie. Defenestracja praska. Słowo daję, Czesi mieli specyficzne poczucie humoru. Okresy czeski, duński, szwedzki i francuski. Znaczy, że wszyscy naraz dostali okresu? Habsburgowie mnożący się jak króliki. Pokój westfalski. ARRGH!
Anglia w XVII w. Dasz radę, Ruda. Kurwa mać... dwie godziny stracone na szukaniu tego całego gówna tylko po to żeby zobaczyć że było to wszystko w zeszycie. Pora zrobić sobie śniadanie...
Jeszcze tylko Francja, Mazarini, Richelieaux a potem Wielka Smuta i Dymitriady. Bogowie... niee...
Malkavian, bitwa z mylogiem, rozmowa. Niech już będzie sobota. Nie, nie jadę na koncert Saxona w czerwcu. Raz wystarczy. Zapach... Koszulka, arafatka? Mieszkasz stanowczo za daleko. Herbata patrzy na mnie z wyrzutem... o, jeszcze mam herbatę...
Chyba nie powinnam czytać bloga Brata o tej godzinie
Sobota... "Ruda..."
* * *
___________________________________________________________
Laugh if you like. Doesn't matter. Assume that you're so much smarter than the poor, broken lunatic. Doesn't matter. But think about this. You're a dead thing, same as me. You died and were reborn...as this. What makes you and me different? Simple - I remember what I saw when I was full and truly dead. You'd be mad, too.
* * *
___________________________________________________________
Świetnie... odkrywanie coraz to nowszych i dziwniejszych funkcji nowego myloga zaprowadzi mnie do wariatkowa chyba. O ile Brat tego wcześniej nie zrobi.
Dodałam kategorie do notek i nagle żadnej notki na stronie nie widzę...
Odkryłam również, że komentarze trzeba akceptować. Da się to gdzieś wyłączyć?
Pomieszanie z poplątaniem.
Założę się, że za tym nowym mylogiem stoją Malkavianie...
* * *
___________________________________________________________
Primo: zmiana koloru. Bo tak.
Secundo: zmiana kota. Patrz wyżej
Tertio: zmiana motto bloga. Niech żyje Neuroshima!
Quattro: długo nie pisałam, pardon, matura. (Raczej ratowanie świata w Shivering Isles... ciii...) No i rycerstwo. I Brat. I Garfield. I wszystko inne tylko nie historia, która patrzy na mnie z wyrzutem.
* * *
___________________________________________________________
What the hell? Na panelu administracyjnym mam pakiet podstawowy, na panelu bloga - premium... Okey...
No dobra - treść właściwa. I nie idzie o taniec. Pomijając różnice anatomiczne, psychiczne, etc., jest jedna rzecz która mnie wybitnie drażni. Seks. Panowie dzielą się na eunuchów, impotentów i ogierów, a panie na cnotki i dziwki. WTH?!
Wiadomo, faceci mają swoją chuć, to zupełnie normalne, naturalne, itp, itd. Ten temat ostatnio z Bratem poruszyłam. Tak, wszystko ze mną w porządku.
Jak facet sypia z wieloma dziewczynami to mówi się, że ma powodzenie. A jak dziewczyna sypia z wieloma facetami to już jest dziwką. A co to niby za różnica?
Poza tym, uważam, że seks jest czymś naturalnym. Wstrzemięźliwość do 'po ślubie' jest cnotą umysłową, nie można tego powstrzymać z fizycznego punktu widzenia. Poza tym, dla mnie osobiście to bzdura :D. Primo, jestem ateistką i nie widzę różnicy między seksem przed i po ślubie, secundo - musiałabym sobie trochę poczekać bo do ślubu to mi niespieszno. Chwilowo, jakbym miała z kimś spędzić resztę życia to bym chyba jajo zniosła.
No dobra, wracam. Facet ma prawo lubić seks, ale dziewczyna już nie?
Uwaga, oświadczenie: Ruda lubi seks, ma swojego stałego partnera, ale zaznacza że nie przeszkadzałoby jej chodzić do łóżka z kimś innym, gdyby nie była w związku. Czy to oznacza, że jestem dziwką? Bądź łatwa?
Ośmielę się zaprotestować. A facet, który sypia z różnymi kobietami też nie jest ogierem.
O.K., więc kto jest dziwką, a kto ogierem?
Chyba w ogóle nie lubię tych określeń. Prostytucja to najstarszy zawód świata dla kobiet. Kapłanki wielu bóstw były prostytutkami. Okey, jest mnóstwo dziewczyn, potrafią chodzić do łóżka z byle kim. Ale to jest ich brak szacunku do samych siebie.
Ogier? Pfff... samozwańcze określenie męskiej dumy.
Nie znoszę szufladek i stereotypów. "Ferdydurke" było jednak genialne
* * *
___________________________________________________________
Bada-bum.
Wracamy na arenę mylogową. Po długiej przerwie. Bardzo długiej. Jestem ciekawa ile tym razem draństwo pociągnie. Ale nie mnie to sądzić. Heh... Wszystkie zmienne w htmlu porobiły się po angielsku... i zmieniaj to teraz człowieku. To sobie pojeździjmy po nowym mylogu ^^
Zalety:
-Jak teraz piszę, to co chwila następuje autozapis notki. Super, nie będę ryzykować straty czasu i energii
-Prawy górny róg panelu administracyjnego "Masz aktywny Pakiet premium. Pakiet wygasa 01.01.1971 01:00" Hm, nie zostało mi zbyt dużo czasu.
-Spojrzałam pod pole do wpisywania notki. "Ustaw nastrój" What the hell?! Śmiszne, ale komercyjne.
Wady: Póki co, nieco zmienił się mój obrazek na stronie głównej, jeszcze się nie połapałam w nawigacji nowego myloga. Drażnią mnie kolory - jednak brązy mniej raziły oczy. Musiałam aktywować konto (jakby to była moja wina, że nie pisałam!) Chyba tyle...
Amen
* * *
___________________________________________________________
Myślisz, że zwariowałam?
Owszem, zwariowałam
Na punkcie bycia sobą.
Oni? Nie...
Oni są nimi. Tacy sami jak wszyscy.
* * *
___________________________________________________________
Filmy były, ciuchy były. Wiem! Jeszcze przestrzeń publiczna zwana potocznie Internetem! ^^
Na pierwszy ogień weźmy chociaż popularną naszą-klasę,peel. Pomysł świetny dopóki to faktycznie służyło powracaniu pamięcią do starych lat dzieciństwa, szkoły itp., itd. Ale potem przysiedli się do tego ludzie wciąż chodzący do szkoły. Nie chcąc być uznana za hipokrytkę, przyznam, że też mam konto na nk. Po co? Po to żeby się orientować, czy coś przepada za tydzień albo co trzeba zrobić na piątek. Dla przykładu. Nawet nie muszę pytać, bo te łośki same wpisują co trzeba. Dobra, zakładanie forum klasy nie jest złe. O ile klasa jest zgrana. Moja nie jest. To, że większość nie dysponuje inteligencją, to przemilczę. Ups, powiedziałam. Trudno.
Ale jak już się pojawiają debile, którzy koniecznie potrzebują założyć fanklub Dody, ŁKSu, artystów, czy choćby zakładają klasy z nazwami dzielnic lub ulic? Ludzie, opanujcie się! A potem się dziwicie, że jest serwis płatny, jak się tak rozrasta i to posiłkując się takimi bzdetami.
A jakiego wścieku dostaję, jak jakiś blond maszkaron przesyła mi reklamę tipsów na studniówkę. Nie powinnam odpowiadać. Ale raz byłam zirytowana. Napisałam krótkie "fuck off". Mam nadzieję, że dziewczę zrozumiało.
Dobra, dalej. Niegdyś naprawdę dobry JoeMonster. Tylko niektóre artykułu jakoś trzymają poziom. Jakieś egzotyczne miejsca, fotografie z pomysłem (oprócz takich, gdzie jest już wszystko naćkane), ciekawostki ze świata. A reszta (np. stałe wielopaki dowcipów) jest jakaś taka wymuszona. A w galerii? Obama, jakaś naga dupa, zwierz, ktoś z urwanym filmem, Obama, dupa, dupa, dupa... Obama już się zrobił nudny... ja wiem, pierwszy czarny prezydent etc., ale ile można? Dupy w ilości nieprzebranej. Wydaje mi się, że od dup są strony typu redtube? Niech zgadnę - mam rację, wydaje mi się? Rozumiem, że JM też uległ komercjalizacji i spełnia marzenia niewyżytych impotentów umysłowych, którzy na żywo nie widzieli kobiecej piersi bądź pośladka i od razu się podniecają? A w ramach 'równouprawnienia' dla bojowniczek wciska się zdjęcia zupełnie niewyględnych, owłosionych facetów z podatkami od apetytu i alkoholu. Dziękuję ślicznie. To jest ten 'ekskluzywny humor' i 'niecodzienność satyryczno-prowokująca'? Ech...
Wreszcie mylog. W momencie kiedy piszę tę notkę, co chwila po prawej przewijają mi się sterty reklam. Tokio Hotel, Harry Potter, oceny blogów i pseudooryginalne opowiadania fantasy. Po drodze jeszcze znajdą się jakieś inne zespoły z którymi główna bohaterka ma dzieci. Ach, ten niepohamowany kompleks Elektry. Objawia się on tym, że każda dziewczyna w pewnym wieku chce dać własnemu ojcu dziecko. (Moja druga połówka jest na spychologii, przerabiają Freuda - stąd to spaczenie). Ale widzę, że u niektórych panien ten kompleks wraca. Jak skończą się romantyczne kolacje, pocałunki i seks pora dać swemu bożyszczu bachora.
Oczywiście, znajdą się perełki wśród opowiadań. Ale reszta jest liniowa, przewidywalna i tandetna. Nie ma w tych opowiadaniach nic zaskakującego ani nowego. Przykro mi.
Można się dziwić czemu i ja zaśmiecam przestrzeń publiczną?
Bo chcę żeby ludzie wiedzieli.
Bo liczę, że komuś się otworzą oczy i pomyśli "Kurna, dziewczyna ma rację. Dokąd to wszystko zmierza? Po co być takim jak inni?"
Dla własnej satysfakcji i wypowiedzeniu myśli na głos.
Bo tak.
* * *
___________________________________________________________
Pomijając brak zróżnicowania w strojach. Czy ktoś jeszcze oprócz mnie zauważył tendencję książek i filmów?
Ostatnio bardzo popularne książki bazują na Harrym Potterze. Nastolatek(nastolatka), najczęściej osierocone dziecię zostaje wybrane ponad wszystkich innych i ma ważną misję uratować świat. Okazuje się, że jest obdarzone nadnaturalnymi mocami, a o których nawet główny zły nie ma co marzyć, dostaje jedyną na świecie różdżkę, ostatniego smoka, whatever co jest wyjątkowe. I najczęściej ma to jakiś związek z wrogiem nr. 1. W dodatku dostaje mentora w wieku bardzo podeszłym, który zanim zdąży bohaterowi wyjawić najważniejszą rzecz, to przenosi się w zaświaty ale często wraca i daje o sobie znać. Potem kulminacyjny punkt - śmierć bohatera (tak, wszyscy się cieszą), początkowy triumf Mister Evil, a potem nieoczekiwana pomoc deus ex machina i sytuacja się odwraca, wszyscy są szczęśliwi, bohater zakłada rodzinę i żyje długo i szczęśliwie. Uff... Bogowie, jaki ten świat jest słodki i cudowny. Dlatego kocham polską, brutalną fantastykę. I nie, Wiedźmin nie jest szczytem brutalności. Bardzo mało cukierkowatości, co więcej - seks, przemoc, znęcanie się i brutalne mordowanie. Nie żeby mnie to podniecało. Po prostu wolę coś realistycznego.
W filmach trochę lepiej. Aczkolwiek Pixar powoli się zeszmaca. Od czasu Shreka wyszła cała masa trójwymiarowych filmów dla dzieci: od Epoki Lodowcowej po Kung Fu Pandę. I naprawdę, tylko niektóre z tych filmów jakoś jeszcze nadrabiają poziomem. Reszta jest na siłę, byle tylko wejść do kin i się sprzedać. A rozpieszczone dzieciaki tłumnie zaciągają rodziców do wszelkiego rodzaju kin 'bo coś nowego weszło'. A i tym razem polskie kino leci na łeb, na szyję. Bo "Lejdis", bo "To nie tak, kotku" i stada innych. Niestety, dobre komedie polskie skończyły się z "Killerem" oraz "Chłopaki nie płaczą". Po kiego mi oglądać takie stereotypowe stada człowieków?
Ach, zapomniałam o stadach filmów na podstawie komiksów. Choć ostatni Batman naprawdę pokazał klasę - mimo, że główny bohater był pretekstem do wprowadzenia takiego Jokera, Two-Face'a czy choćby sympatycznego Gordona. Ale są jeszcze inne: Hellboy 1 który jest tak chaotyczny, że prawie od początku nie wiadomo o co chodzi; Spider-man... ło matko. Większego wymoczkowato-wyglądającego aktora nie znaleźli? X-men... bez komentarza. Moja ukochana Rogue... a fuj... Tylko Wolverine jakoś się trzymał.
Tyle, póki co. Trza iść spać.
* * *
___________________________________________________________
Yup, to jest to czego tygryski NIE lubią najbardziej. W sklepie - ciuchy skejt, emo i róż. A, i ciążowe. Niech żyją ciuchownie.
Ja cię nie radzę, ludzie! Czy wy tak bardzo musicie podążać za cudzym stylem?! Jeszcze to lansowanie jednakowej mody, wszędzie!
Ostatnio w mojej szkole dwie dziewczyny, które uważałam za całkiem w porządku przyszły w tipsach. Moja pierwsza reakcja: "Co wy macie na łapach? Miałyście jakiś wypadek? Jakieś ofiary?" Tak, wiem, że nie powinnam oceniać ludzi po tym co noszą. Ale na bogów! Ani to wygląda, ani praktyczne to to. Położyłam pięciozłotówkę na stole: "Nie mi to któraś z was podniesie". Jak wszystkich bogów kocham, żadna nie dała rady.
Jedziemy dalej: utlenione bądź czarne włosy. Wygląda to cholernie nienaturalnie. Jest modne? Kurna, podoba ci się, że twoje włosy przypominają Chochoła? Twój styl? Klony... tysiące osób o jednej jaźni i jednym guście. Chyba Nobel z jakiejś kategorii się za to należy. A na pewno Darwina.
Moje ulubione: solarium. Rozumiem, niektórzy nie mogą się doczekać lata. Ale jak przed oczami przechodzi mi coś, czemu brakuje tylko maczugi i skóry niedźwiedzia, bo wygląda jak człowiek z epoki kamienia łupanego? Zobaczymy, komu skóra się będzie płatami łuszczyć za kilka lat.
Kolejne: kolczyki w łuku brwiowym lub w którymś z rogów przy ustach... e znaczy się: z prawej lub lewej strony górnej lub dolnej wargi. Rozumiem, styl a la Marylin Monroe? Wyglądają jak wielkie brodawki, tak według mnie.
Ach, i ten makijaż. Człowiek nie wie, czy dziewczę się wybiera do szkoły czy pracować pod latarnią.
Ale żeby to chodziło tylko o ubiór. Owe w/w znajome przyniosły jakiegoś szmatławca jakich wiele. Zaglądam przez ramię - erogenne strefy mężczyzny (em... jeszcze im nie przeszło? znaczy, jak byłam młoda i głupia to czytywałam Bravo i tam też te bzdety były), przy czym facet przykryty jakąś firanką wygląda jakby miał nie mniej tapety od właścicielki pisemka. Zestaw kosmetyków, które 'musisz mieć!'. Dalej jakaś dieta-cud, a stronę dalej, o ironio, przepisy kulinarne na ciasta. Szkoda słów. Ach i jeszcze owe dziewoje co chwila przekrzykiwały się w sprawach jakichś problemów, której nijak się miały do zdań poprzednich. A najpoważniejszym problemem był strój do jakiegoś tam klubu na imprezę na za tydzień...
Bogowie, zastrzelcie mnie... Żeby dostać jakiś ciuch inny niż skejt/emo/ciążowy, który nie byłby w paski, w grochy, z czaszkami, jakimiś złotymi elementami bądź w jaskrawym kolorze, trzeba się nieźle nachodzić i naszukać. Żeby w tramwaju usłyszeć coś co nie będzie bluzgami bądź rywalizacją o lepszy tekst z gatunku 'Twoja stara' to trzeba przestać jeździć tramwajem. Ale mam ochotę zrobić czystkę...
Notka ciut przydługa, a to dopiero pierwsza część...
* * *
___________________________________________________________
Żeby było jasne - spamerów typu: 'fajny blog, wejdź na...' od razu kasuję. Savvy? Nie kolekcjonuję 'komciuff'. W komentarzach raczej zapraszam do wyrażenia własnej opinii na dany pogląd. Ach, wulgarne komentarze nie świadczą o mnie. A jak brak komuś innego słownictwa... no cóż. Ja też od czasu do czasu będę się posługiwała jakimiś wulgaryzmami - powiedzmy wprost, święta nie jestem i nie zamierzam być.
Czemu takie hasło na górze bloga? Dialog pochodzi ze "Sługi Bożego" Piekary. Pasuje jak ulał do naszego jakże pięknego świata. Heh, nie mogę się skupić na pisaniu jak mi te reklamy vip mrygają po prawej stronie w edytorze notek. Przeklęta komercha. O czym ja...? A, Piekło. Welcome to hell jak to mówił Halama o konkursie muzyki satanistycznej mającej odbyć się na półwyspie Hel.
No dobra, ale czemu piekło? Już mówię.
Człowiek się rodzi i idzie do szkoły. Okey. Uczy się, idzie na studia, żeby dostać dobrą pracę. Albo w ogóle jakąś, bo w naszym kraju to dobrą pracę mają politycy i zabójcy na zlecenie. Coś świta? Nie? No to dalej: Ludź pospolity idzie do pracy by zarabiać. Zanim jednak zarobi, to się zestarzeje. I fru - najpiękniejsze lata życia które powinien spędzić na podróżowaniu, poznawaniu nowych ludzi i wielu innych wspaniałych rzeczach (np. seks na plaży o 4 rano na Florydzie) to zaczyna oszczędzać na emeryturę i leki. I jeb. Całe życie przeleciało na pogoni za utrzymaniem się. Taka trochę smutna prawda, nie? Jasne, komuś może się poszczęścić i dorobi się w miarę wcześniej fortuny. No, czasem pojawiają się dzieci. I też swobodę diabli biorą. A dzieci? Dopóki nie dorosną, rodzice włażą im w drogę, jak dorosną i pójdą na studia zwykle dalej są na utrzymaniu, ew. idą do pracy. A jak już się usamodzielnią to znowu muszą zaiwaniać do pracy i nici z radosnych lat. Ważne są bardzo chwile. Szkoda, że etapy życia nie są skonstruowane jakoś inaczej...
WELCOME TO HELL...
* * *
___________________________________________________________